"Trzeba coś z boksem zrobić. Kiedyś było fajnie"

Sporty walki 01 sierpnia 2020 2 Komentarze

O sekcji bokserskiej Narwi Ostrołęka, złotych latach ostrołęckiego pięściarstwa oraz obecnej sytuacji boksu rozmawiamy z Waldemarem Budziłkiem, byłym pięściarzem, a obecnie trenerem boksu.

O sekcji bokserskiej Narwi Ostrołęka, złotych latach ostrołęckiego pięściarstwa oraz obecnej sytuacji boksu rozmawiamy z Waldemarem Budziłkiem, byłym pięściarzem, a obecnie trenerem boksu.

Czym się Pan obecnie zajmuje?

Po sytuacji kiedy nie dopuszczono zawodników naszego klubu Champion Ostrołęka w 2016 roku na Mistrzostwa Świata Studentów, straciłem werwę, tą decyzją podcięto mi skrzydła. Wyjechałem za granicę, prowadziłem tam zajęcia z boksu w polskim klubie, ale to nie to samo co u siebie . Wróciłem, założyłem nowy klub w Markach. I zaczynam od początku.

Jak zaczęła się pana przygoda z boksem?

Moja historia z boksem zaczęła się we wrześniu 1978 roku. Sekcja bokserska MZKS Narew powstała trochę wcześniej , w maju 1978 roku. Byłem trochę spóźniony i na początku trener Mierzejewski nie traktował mnie do końca poważnie, być może sądząc że się nie nadaję. Byłem wysoki, bardzo szczupły, a do tego zero umiejętności. Ale mimo wszystko bardzo chciałem i marzyłem już od dzieciństwa zostać pięściarzem.

Właśnie, skąd u Pana zamiłowanie do boksu? Od dzieciństwa?

Mając 8 lat oglądałem z moim ojcem mecz Polska - Niemcy i rozmawiałem o Ryszardzie Tomczyku, który boksował w lekkiej wadze. Trochę zaintrygowałem swojego ojca wiedzą i tym, że mówiłem że zostanę kiedyś pięściarzem. Ciągle o tym pamiętam.

Pierwsze treningi były trudne?

Zdecydowanie tak. Ale miałem od początku wolę walki i bardzo chciałem pokazać, że nie jestem słaby, nie było nic co mogłoby mnie zniechęcić . Trener oprócz umiejętności technicznych wpajał w nas  cierpliwość i pokorę. Opowiadam teraz swoim zawodnikom o swoich początkach, to mi nie wierzą. Mój trener kazał mi przez 40 minut zadawać ciosy lewy–prawy, do przodu, do tyłu. I tak przez 40 minut. Obecnie prowadzę zajęcia w klubach i w godzinę - półtorej muszę pokazać i przetrenować wszystko.

Pamięta Pan pierwszą walkę?

Pierwszą walkę zapamiętałem dobrze. Byłem szczupły, wręcz chudy, ale miałem mocne uderzenie z prawej ręki. Już w pierwszej  rundzie trafiłem przeciwnika tak silnie, że sędzia musiał go wyliczyć i odesłać do narożnika, kończąc walkę. Mnie też kazał odejść do narożnika. Ja nie bardzo zrozumiałem co się dzieje, chciałem zejść z ringu, aale trener mnie powstrzymał krzycząc, że wygrałem walkę. Byłem tak oszołomion, że pomyślałem że sędzia każe mi zejść całkowicie z ringu, że za mocno uderzyłem (śmiech).

A jest jakaś walka, którą Pan szczególnie zapamiętał?

Pamiętam, że z kadry powołany zostałem na Puchar Polusa i trafił mi się Niemiec. Przegrywali z nim zawodnicy. Ja nigdy nie lubiłem wiedzieć o zawodniku, którego wylosowałem. Teraz to w komputerze się wrzuci i wszystko wiadomo. A ja nie chciałem patrzeć. Pierwsza runda była spokojna, on szukał, ja szukałem ciosu. W drugiej rundzie było ostrzej i ta trzecia runda. Mówią mi: „Waldek, to jest Niemiec. Za Polskę, za Warszawę!”. Ta trzecia runda była bardzo ostra, ukruszył mi ząb, ale trafiłem, sędzia go liczył. Zanim wynik ogłosili, to publiczność śpiewała mi „Sto lat”. Wygrałem tę walkę. Na drugi dzień przegrałem walkę o finał i trener rywala podszedł do mnie i mówi: „Waldek, wczoraj dałeś z siebie wszystko”. Satysfakcja z wygranej z Niemcem była duża.

Jak wspomina Pan kolegów klubowych z Narwi?

Było wielu ciekawych zawodników. Był Jurek Łada, Andrzej Zyśk, Kaziu Mamiński, Zdzisiek Kruczyk z Wojciechowic, Jurek Krawczyk, Bogdan Romanik, Bogdan Mierzejewski, ja, Tadek Krysiak, Mirek Korytkowski, Mirek Mierzejewski, Grzesiek Szykowny, Piotrek Dąbrowski, Zdzisiek Suchocki, Zdzisiek Koziatek. Pamiętam jak pojechaliśmy na pierwszy turniej, pierwszego kroku bokserskiego, zdobyliśmy sześć medali. Ja zdobyłem wicemistrzostwo.

A jakim trenerem był Mieczysław Mierzejewski, który rozsławił ten boks w Ostrołęce? Słynął z twardej ręki?

Był ostry, ale miał rękę do ludzi. Pamiętam, że jechałem na kadrę, ale nie zaliczyłem jeszcze jakiegoś przedmiotu w szkole. To poszedł do nauczycielki i zapytał, czy mógłbym wcześniej zaliczyć, bo jadę na kadrę. Co się do niego poszło, to pomógł. Ale potrafił też każdego skarcić, wszyscy byli równi. Był dla nas jak ojciec, mało się takich ludzi spotyka.

Któryś z kolegów zapadł Panu w pamięć?

Kaziu Mamiński. Jak był na turnieju Gazety Pomorskiej to rozwalał ludzi. Opisali w gazecie, że niesamowity zawodnik. On mańkutem był, silny chłopak, miał siłę w rękach i technicznie nie był zły. A z mańkutami ciężko się boksuje.

Co było największą zaletą pięściarzy Narwi w tamtych latach?

Jak jechał trener Mierzejewski z nami na zawody, to nie miał się czego wstydzić. Jak pojechaliśmy pierwszy raz, to mówili: „A co to Ostrołęka, nowy klub”. Z początku się z nas śmiali, ale wreszcie jeden z Ostrołęki wychodzi – przed czasem, drugi – na dechy. A Mierzejewski mówił: „Kurpie to mają serce do walki”. I tak było!

Wspomniał Pan o pamiętnych Mistrzostwach Warszawy sprzed 40 lat. Dlaczego akurat te zawody utkwiły Panu w pamięci?

Te Mistrzostwa Warszawy to był pierwszy większy sukces, bo mistrz Warszawy przechodził automatycznie do kadry województwa. Zdobyliśmy kilka medali, ja zdobyłem złoto, a redaktor Lucjan Olszewski pisał, że „Ostrołęka wróciła”. Dziennikarze pytali, kto to jest ta Ostrołęka? Znali miasto, bo mieliśmy dobrych kolarzy, innych sportowców, ale boksu jeszcze wtedy nie znali.

Dziś sportowcy mogą liczyć na to, że w klubie będą mieli sprzęt, odpowiednie warunki do treningu.  Jak było kiedyś?

Trener Mierzejewski mówił, że jakbyśmy mieli ring, to byśmy byli mistrzami Polski. Ale nie mieliśmy tego ringu. Był jeden worek, jedna gruszka, jedna tarcza i skakanki. Potem kupiliśmy ring, chyba z Łomży. Człowiek się nauczył, jak się poruszać po tym ringu, czuł liny. Później kupili nam torby, ubiór bokserski. Po tych dwóch latach jak już pojechaliśmy na zawody, to mieliśmy po dwie koszulki z logo Narwi Ostrołęka, z tyłu napisane było „Ostrołęka”. Polski Związek Bokserski za osiągnięcia ufundował nam rękawice. Rozrastaliśmy się. Ale początki były trudne.

Narew miała wówczas wiele sekcji? Jak wyglądały relacje bokserów ze sportowcami z innych dyscyplin?

My bardzo dobrze trzymaliśmy z ciężarowcami. Mieliśmy treningi o podobnych porach i na rozgrzewce graliśmy w piłkę, trochę rywalizowaliśmy z nimi. Od czasu do czasu też tenisiści stołowi przychodzili, też mieliśmy z nimi niezłe kontakty. Siatkarze byli już starsi, to już była druga liga.

Obecnie od boksu popularniejsze stają się mieszane sztuki walki. Co Pan o tym sądzi?

Ja nie mam nic przeciw temu, że w Polsce jest moda na MMA, inne sztuki walki. To fajne, ja sam lubię popatrzeć. Ale to nie może być połączone z boksem w jednym klubie. Kiedyś w klubach było trochę inaczej. Przypomnę choćby Władysława Komara – on był bokserem, ale słabym bokserem. Potem mówił dużo rzeczy, że boksował, ale dostawał bęcki. Był słaby, ale trener zobaczył, że ma predyspozycje siłowe i powiedział: „Idź rzucaj kulą”. I zdobył mistrzostwo olimpijskie. Była współpraca między trenerami w klubach, a teraz nie – jest walka o zawodnika.

W takim razie: co dalej z boksem?

Boks jest popularny, jak jest telewizja, wtedy każdy się chce pokazać. Tak to na te treningi wielu chętnych nie ma. A bez treningu nie będzie mistrza. Treningi, sparingi, dużo walk. Teraz jest popularność „białych kołnierzyków”. Obecnie mieszkam w Markach i burmistrz jest fanem boksu. Trzeba wciągać ludzi takich, którzy mogą pomóc. Jeżeli prezydent, wójt, burmistrz czy nawet dyrektor szkoły lubią sport, to zrobią wszystko żeby zrobić coś dobrego. Jestem za tym, że coś trzeba z boksem w Ostrołęce zrobić. Kiedyś było fajnie.

Chcesz być na bieżąco z wynikami i informacjami sportowymi? Polub nas na Facebooku:

SPORTowa Ostrołęka | Wypromuj również swoją stronę

Komentarze

...
11:49, 01 sierpnia 2020

Darek

Darek Michalczewski na zdjęciu. Najwybitniejszy bokser, jaki kiedykolwiek się urodził w Polsce. Szkoda, tylko, że swoją karierę musiał kontynuować w Niemczech i reprezentował tenże kraj.  


...
09:29, 02 sierpnia 2020

Tomek

W Ostrołęce nawet nie ma gdzie poboksować. Szkoda.



Serwis eOstroleka.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.


Brak możliwości komentowania artykułu po trzech dniach od daty publikacji.