Za nami runda jesienna V ligi, którą Narew Ostrołęka zakończyła na 3. miejscu. Jaki jest cel klubu na wiosnę? Jak budowany jest zespół? I od czego zależy ewentualny sukces? Dyrektor sportowy Narwi Ostrołęka Jerzy Engel mówi o tym w rozmowie z eOstrołęką.
Michał Kowalczyk, eOstrołęka: Jerzy Engel w Narwi Ostrołęka - ta wiadomość, którą usłyszeliśmy w lipcu, była niemałym zaskoczeniem. Jak to się stało, że trafił Pan do Ostrołęki?
Jerzy Engel, Narew Ostrołęka: Odezwał się do mnie prezes Bartosz Siurnicki. Powiem szczerze, że nie miałem w planach Ostrołęki, ale jestem na tyle długo w tej branży, że mam określoną wizję tego, co i jak chcę robić. Tak się złożyło, że na spotkaniu z Bartoszem Siurnickim mówiliśmy jednym językiem w wielu sprawach. Aż byłem zdziwiony! Albo zrobił dobry research!
Ale rozumiem, że słyszał Pan wcześniej o Ostrołęce?
Ja Ostrołękę znam! Kiedyś pracowałem w Łomży, miałem tam kilku zawodników z Ostrołęki. Kupiłem zawodnika z Ostrołęki - Marcina Truszkowskiego - wtedy miałem już taką wizję pracy, że stawiałem na zawodników z danego miasta albo najbliższej okolicy, nie robiąc tego, co dziś jest modne, czyli takiego zupełnie niezwiązanego z klubem skupu zawodników, którzy reprezentują klub tylko za pieniądze, a powiązania regionalnego w ogóle nie ma. Zawodnicy z Ostrołęki byli bardzo dobrzy, ten sentyment gdzieś pozostał. Grali u mnie w Łomży Truszkowski, Grabowski i Marczak, ten ostatni grał u mnie jeszcze raz w Polonii Warszawa. Kupiłem kiedyś Wojtka Skorupkę do Radomiaka Radom. Ta Ostrołęka gdzieś się przewijała…
Parę mocnych nazwisk Pan wymienił!
Ja bardzo lubię taki typ zawodników, jacy wychowali się w Ostrołęce. Na przykład Łukasz Grzeszczyk, nie miałem okazji z nim pracować, ale taki typ rozgrywającego z gatunku tych bardzo rzadkich w Polsce. Mieszkańcy Ostrołęki mieli szczęście, że mieli możliwość oglądania takich zawodników, jak Grzeszczyk czy Marczak, Truszkowski też, choć to bardziej ofensywny zawodnik. Mam świadomość, że tutaj się rodzą talenty, jest duża tradycja piłkarska. I w tej chwili jest zarząd w klubie, który chce to wykorzystać, postawić na szkolenie. Chciałem pracować na Mazowszu i mimo, że w województwie klubów jest sporo, to Narew wpasowała się idealnie.
A więc przychodzi człowiek „z zewnątrz” do Ostrołęki i…? Jakie było pierwsze wrażenie?
Miałem dobry brief i wiedziałem, czego się spodziewać. Zarząd klubu to są profesjonaliści, osoby, które są doświadczone w biznesie. W trakcie negocjacji, rozmów o pracę z prezesem Bartoszem Siurnickim, wiedziałem z czym się będę mierzył. Nieprzypadkowo szukano osoby z zewnątrz, bo tu było co robić, nie da się ukryć. Było dużo pracy i po tych kilku miesiącach zdaję sobie sprawę, dlaczego taka osoba, jak ja była tu potrzebna. Bo faktycznie czasami lepiej komuś z zewnątrz spojrzeć trochę inaczej na pewne sprawy. Ja akurat lubię tę pracę i nic mnie tu nie zaskoczyło. Spodziewałem się problemów, które tu napotkałem, bo miałem je przedstawione, zdiagnozowane w dużej mierze.
Problemy to jedno. A pozytywy?
Jeżeli chodzi o ilość talentu, jaka jest tutaj w klubie, zaskoczyłem się na plus! Uważam, że naprawdę jest tutaj dużo uzdolnionych graczy. Polska ogólnie jest piłkarska, ale tu jest dużo klubów, dużo dzieciaków, które trenują. I gdzieś ten poziom zawodników jest na tyle dobry, że nie trzeba szukać daleko, żeby stworzyć fajny zespół.
Czym właściwie zajmuje się w klubie, takim jak Narew Ostrołęka, dyrektor sportowy?
To takie stare określenie. W dzisiejszych czasach menadżer to taka funkcja, którą łatwiej sobie wyobrazić. Czym się zajmuję? Zarządzam całym klubem. Z wykształcenia jestem trenerem, więc to moje zarządzanie klubem wchodzi bardzo głęboko, ponieważ jestem w stanie zarządzać też tą częścią szkoleniową. Mamy pierwszą drużynę, drugą drużynę, ale i akademię. Trzeba zarządzać wszystkim - budżetem, wizerunkiem, kadrami, ale też procesem szkoleniowym. Tego jest bardzo dużo. Ja jestem osobą, która wszystkie działy ze sobą spina, synchronizuje pracę, narzuca jej jeden, wspólny kierunek i wizję.
Skoro dział sportowy, to i współpraca ze sztabami szkoleniowymi. Jak to wygląda w Narwi?
Jestem zadowolony z tej współpracy. Wymagało to trochę czasu, cały czas się zgrywamy. Poznałem trenera Łukasza Bałazego latem i gdy z nim rozmawiałem po raz pierwszy, to nie był przekonany, czy chce zostać w klubie. Przekonałem go do tego, żeby został. Uważam, że jest trenerem perspektywicznym, zna specyfikę klubu, miasta, a jest też otwarty na sugestie, na współpracę i jeszcze się rozwija. Sztab szkoleniowy się zmienił, ja go trochę rozszerzyłem. Dołączył trener przygotowania fizycznego, fizjoterapeuta, zmienił się trener bramkarzy. Ale trener Bałazy, jako ten trener numer jeden, ma moje pełne zaufanie i bardzo blisko z nim współpracuję. Coraz bliżej jest do tego, żebyśmy mówili jednym głosem.
Czego więc do tej pory brakowało albo nadal brakuje Panu jako menadżerowi klubu?
Klub piłkarski to nie tylko ci zawodnicy biegający na boisku. Bardzo często się zapomina o tym, że to rywalizacja miast. Jeżeli udałoby się nam awansować do wyższej ligi, to całe Mazowsze będzie mówiło, że Ostrołęka awansowała. Nie trener, nie prezes, tylko Ostrołęka. I to jest jedna z rzeczy, które były zagubione. Jakieś wewnętrzne animozje spowodowały, że nie ciągnęli wszyscy w jednym kierunku. Najbardziej skupiłem się na tym, żeby przez tę rundę naprowadzić wszystkich, zakopać jakieś stare spory, nakreślić fajny kierunek, który wszystkim pasuje, za który wszyscy są w stanie się poświęcić. Bardzo liczę teraz na prezydenta i przewodniczącego rady miasta, z którymi jestem w ciągłym kontakcie. Że w ślad za tymi planami, które wspólnie mamy, pójdą czyny. Zbliża się ten okres budżetowy. A nie da się ukryć, że piłka nożna jest finansowo wymagającą dyscypliną. To duży sport, każdy mecz to event, zawodników trenujących jest kilkudziesięciu. To wielkie przedsięwzięcie, więc nie da się odnosić sukcesów bez wsparcia miasta.
Jest ukłon w stronę władz miasta, więc o jaką dotację miejską klub Narew będzie wnioskował?
Na pewno Narew gdzieś straciła zaufanie miasta kilka lat temu i w dużej mierze została po prostu obcięta dotacja dla klubu. Rozmawiamy o tym, żeby została przywrócona - żeby to zaufanie i wspólny kierunek powróciły. Mamy zapewnienia, że w tym kierunku to wszystko idzie. Zobaczymy, jak to się przełoży na przyszłość, ale chcielibyśmy żeby wsparcie miasta wróciło na ten poziom, na którym było wcześniej. Miasto to podstawowy partner dla klubu i musi wrócić na to właściwe miejsce. Prezydent Niewiadomski powiedział mi na pierwszym spotkaniu, że chciałby, żeby Narew awansowała. Bardzo się cieszę, że takie jest nastawienie władz miasta, także przewodniczącego Zarzyckiego. Był taki moment, że na linii klub-miasto to zaufanie było nadszarpnięte, a dziś idzie to w dobrym kierunku.
Nie da się ukryć, że Narew to klub, który ma dużo kibiców, a to wiąże się też ze sporą presją, z oczekiwaniami. To pomaga?
Kibice to cały sens grania. Jest zupełnie inna motywacja do pracy, kiedy oni są. Jak przyszedłem do Narwi, to dostałem informację, że kibice w poprzednim sezonie mniej licznie przychodzili na mecze. Dlatego z kibicami też nawiązałem kontakt, mamy wzajemne zrozumienie. W dzisiejszych czasach jest trochę inaczej, bo niektórzy są kibicami takimi „internetowymi”, tacy też śledzą Narew. Ale z tymi, którzy są widoczni, są na stadionie na meczach, mam kontakt. I to bardzo ważne, drużyna też dziękuje im po meczach. Fani zaczęli mocniej dopingować, drużyna zaczęła lepiej grać. To wszystko idzie ze sobą w parze! Drużyny, które mają kibiców, na starcie mają pewną przewagę nad przeciwnikami, którzy grają dla pustych trybun. Narew zawsze słynęła z tego, że jest Dumą Kurpi i to nie jest przypadkowe hasło. W szatni rozmawialiśmy o tym, że reprezentujemy więcej niż samych siebie i jesteśmy z tego dumni. Jest taka tożsamość lokalna, regionalna, kurpiowska. Mi się to bardzo podoba.
Jak budowana jest obecnie ostrołęcka Narew?
Drużyna jest coraz bardziej lokalna. Poza trzema obcokrajowcami, niemal cały zespół jest stąd. Mamy akademię, a naszym modelem budowania klubu jest to, żeby sprowadzać najlepszych chłopaków z regionu do naszej akademii, ewentualnie do zespołu rezerw. Już od dwunastego roku życia dołączają do Narwi chłopcy z innych klubów, drugi napływ jest kiedy do Ostrołęki przychodzą chłopcy z innych miejscowości do liceum. W naszych rezerwach, które grają w lidze okręgowej, jest super zaplecze dla pierwszego zespołu, grają tam wychowankowie akademii, ale też wyselekcjonowani piłkarze z innych klubów, którzy tą drogą będą wchodzili do pierwszej drużyny. To wszystko powoduje, że cały region zaczyna bardziej na ten klub patrzeć. To nie tylko słowa, ale i czyny. Już w tej chwili w każdej formacji w pierwszej drużynie gra wychowanek-młodzieżowiec. Na stoperze Bandorowicz, w pomocy Zaręba, w ataku Borowiecki. Bramkarz Stepnowski, Drężek na skrzydle, Godziebiewski łapie minuty. To są wszystko wychowankowie, a kolejni są już w kolejce, łapią coraz więcej minut. W ostatnim półroczu dużo udało się zrobić, czuć taką fajną energię.
Przejdźmy do części, która najbardziej interesuje kibiców, czyli wyników pierwszej drużyny. 33 punkty w rundzie jesiennej. To dobry wynik?
To była bardzo dobra runda. Daje ona nadzieję na to, że jeszcze w tym sezonie można powalczyć o tą pierwszą dwójkę. Dla takiego klubu, jakim my jesteśmy, ważne jest, żeby zawsze grać „o coś”. Narew zawsze takim klubem była i doświadczyłem tego w tym roku z Pucharem Polski, który zupełnie nam nie leżał. To był okres, kiedy mieliśmy kilka kontuzji, te mecze były w środy, rezerwy też grały w pucharze, więc nie można było korzystać z tych chłopaków z rezerw. A mimo tego w klubie byli niezadowoleni, że na ten puchar nie stawiamy, bo zawsze trzeba grać o wszystko. Podoba mi się takie podejście, a nasza drużyna też jest bardzo ambitna. To, że po tej rundzie jesteśmy na trzecim miejscu, to takie spełnienie tych ambicji i daje nadzieję, że ta druga runda będzie ekscytująca i będzie o co walczyć. Będzie komu się odegrać za stratę punktów w pierwszej rundzie.
Właśnie, gdyby nie ten początek rundy…
Nie myślę o tym, myślę o Polonii! Początek był trudny, ale przecież cały zespół się zmienił. Można powiedzieć, że taki start rundy był potrzebny. Bo gdyby nie ten początek, to końcówka tak by nie wyglądała. Lepiej mieć najpierw pod górkę i dużo rzeczy sobie poukładać niż rozpędzić się i w decydujących momentach wpaść w kryzysowe sytuacje. To co dobre, rodzi się w bólach. To otwarcie sezonu było pechowe, ale widziałem, że drużyna przechodzi przez to, radzi sobie z tym i później było dużo łatwiej pracować. Ten wstęp spowodował konsolidację, wyciągnięcie szybkich wniosków i dobrą reakcję, która spowodowała dobrą passę.
Nawiązując do tej dobrej passy, trzeba zapytać - jakie cele stawiane są na rundę wiosenną? Chcemy awansować do IV ligi?
Ja nie mogę stawiać celów zawodnikom w oderwaniu od wszystkich elementów. W pierwszej kolejności muszę zobaczyć, jaki będzie budżet w mieście na przyszły rok, co ze stadionem. Wszystko jest od siebie zależne i w wielu przypadkach w Polsce zdarzało się już, że awans klubu piłkarskiego był problemem, a nie jakąś radością dla klubu. Powodował problemy organizacyjne, finansowe, z infrastrukturą. Nasz klub idzie w dobrym kierunku, rozwija się, ma ambicje, ale musimy być pewni, że miasto wspiera ten kierunek, że będzie wsparcie finansowe. Jeżeli osiągniemy w połowie roku awans, to koszty nam wzrosną. Chcemy to robić w sposób zorganizowany, mamy ciągłą rozmowę z władzami miasta, które mają świadomość, że są partnerem. Bez nich i bez ich wsparcia będzie ciężko. Jest dużo niewiadomych.
Muszę mówić odpowiedzialnie, ale jako zespół na pewno jesteśmy gotowi. Nie mogę się doczekać rundy wiosennej, bo uwielbiam oglądać nasze mecze! Kibiców jest coraz więcej, bo widzą, że drużyna gra dobrze, ambitnie, widowiskowo, skutecznie, zawsze o zwycięstwo. Ale to nie wystarczy - wszyscy razem musimy pójść w jednym kierunku. Możemy wrócić do tego tematu na wiosnę, żebyśmy mogli zobaczyć na czym stoimy.
Na pewno sporo zależy od jakości w drużynie. Które pozycje w składzie uważa pan za najmocniej obsadzone, a gdzie jest jeszcze przestrzeń do wzmocnień? I czy takie wzmocnienia w przerwie zimowej są planowane?
Uważam, że mamy bardzo dobry zespół na tą ligę. Te punkty, które straciliśmy, nie wynikały z tego, że zespół był za słaby - były różne zbiegi okoliczności, ale na pewno zespół pokazał, że jest na tą ligę wystarczająco dobry, żeby każdego pokonać. Zespół jest w większości bardzo młody i tak na logikę, każda runda będzie coraz lepsza, bo zawodnicy są coraz lepsi, silniejsi, coraz bardziej doświadczeni. Dla nas istotne jest to, żeby utrzymać tę drużynę.
A jeżeli chodzi o najlepszych zawodników, to nie da się ukryć, że Mariusz Wierzbowski to zawodnik, który jest gwiazdą naszej drużyny. To piłkarz, którego przychodzi się oglądać z przyjemnością. Jest reżyserem naszej gry. Chyba 20 asyst w tej rundzie, niesamowite liczby! Ale też jakość i styl gry, jaki wprowadza Mariusz, powoduje, że rozwijają się obok niego pozostali zawodnicy. Aż przyjemnie się patrzy, jak się zmienia ten zespół, jak dojrzewają zawodnicy i jaki styl prezentują. To nie jest mozolny styl, tylko techniczna piłka, widowiskowa, dużo bramek, wiele widowiskowych zagrań. Moim zdaniem nie mamy słabych punktów. Mamy solidny zespół, wyrównany, na każdej pozycji jest rywalizacja. Mamy drugą obronę w lidze, trzeci atak, środkowi pomocnicy mają dużo asyst i strzelają bramki.
Dodatkowo, mamy dwóch zawodników, którzy przyszli latem nie w pełni formy, trapiły ich kontuzje i w tej rundzie nie osiągnęli poziomu, na który bardzo liczymy. To Kacper Skonieczny i Radek Zyśk. Liczymy na to, że przez zimę się przygotują i mamy dwa wzmocnienia w zanadrzu, które już są zgrane z ekipą i cała drużyna na nich czeka. To widowiskowi i skuteczni zawodnicy. Mamy też cały zespół rezerw, który skończył na piątym miejscu w okręgówce, grając młodzieżowcami. Mamy komfortową sytuację - są kluby, które nie mają zaplecza i muszą kogoś szukać. My takiej potrzeby nie mamy, ale nie jesteśmy zamknięci. Zobaczymy, może ktoś do nas dołączy.
Swego czasu o tym mówiło się bardzo dużo o obsadzie bramki. Pamiętam rozmowę z prezesem Siurnickim, który mocno stanął w obronie Kacpra Stepnowskiego. I ten młody człowiek zyskał sporo pewności siebie.
Kacper ma 21 lat, to bardzo dobry młody bramkarz, ma znakomite warunki fizyczne. Miejscowy chłopak i mając takiego bramkarza w Ostrołęce to wielki skarb. Nie znam Kacpra z przeszłości, ale w tej rundzie nie widziałem u niego braku pewności siebie. 14 bramek wpuszczonych, mniej niż bramka na mecz, to drugi wynik w lidze. Do tego kilka wybronionych meczów, miał swój udział przy ważnych zwycięstwach, m.in. w Pułtusku z Nadnarwianką, gdzie przy 1:1 wybronił groźną sytuację, a później strzeliliśmy na 2:1. Pozycja bramkarza jest u nas solidna i jest też rywalizacja. Dołączył Barsukou, jest też młody Parzych, który ma też duży talent. Jak wszystkie nasze pozycje, bramka jest dobrze obsadzona. Nasza filozofia zakłada stawianie na wychowanków, a żeby się realizowała, to wychowankowie muszą grać. Jeżeli prezes mówi, że jest pełne poparcie dla tego czy innego zawodnika, tak myślę, że wszyscy zawodnicy mają takie poparcie. I oni o tym wiedzą.
Gdzie docelowo Narew powinna być za parę lat? W której lidze widzi pan klub z Ostrołęki?
Teoretycznie na międzywojewódzkim poziomie, wyżej niż poziom wojewódzki…
Czyli trzecia liga?
Co najmniej. Ale tu znów pytanie do miasta, bo jeżeli jesteśmy w mieście na prawach powiatu, w piłkarskim mieście, to nie oszukujmy się - na poziomie nawet trzeciej ligi nie zarabia się na piłce nożnej, to jest w dużej mierze finansowanie miejskie. Potencjał na to jest, z tradycjami, ze szkoleniem, z ilością trenujących zawodników w grupach młodzieżowych. Jeżeli chcemy wszyscy razem, to za tym muszą iść czyny. Wierzę w to, że miasto będzie wspierało klub, tak jak zapowiada. I wtedy możemy planować kolejne sukcesy, awanse, rozwój klubu. Bo tak, jak my prowadzimy ten klub w tej chwili, w oparciu o wychowanków, to jest bezpośrednia inwestycja w mieszkańców, tych najzdolniejszych jeżeli chodzi o sport.
Komentarze
Tomek
Dotacje z miasta powinny być na dzieciaki. Jeśli klub w jakiejś 4 czy 5 lidze zatrudnia profesjonalnych graczy, prezesów ma , dyrektorów sportowych to widać sobie radzą i nie muszą płakać o drobne. Pan dyrektor chyba ściągnie kilku sponsorów centralnych i będzie ok. Powodzenia !
Kolega
W kuluarach mówi się ze jest duża szansa wzmocnienia drużyny w okresie zimowym dobrym ogranym zawodnikiem z Troszyna? Czy ktoś to może potwierdzić z władz klubu że są takie rozmowy
do Zbigniewa
Jaką presję jak pozwali miasto na duże odszkodowania!. Oby miasto wygrało proces kasacyjny. Bo jak nie to katastrofa dla miasta i jej mieszkańców. Wszystko padnie. A ta stora enso już szykuje się do przeprowadzki, bo co i rusz mają pożary, wycieki ścieków i inne dziwne przygody! Może już mają plany przeprowadzki na Ukrainę lub Białoruś. Tam siła robocza jest jeszcze tańsza niz w Polsce.
Zbigniew
Jak najwięcej prywatnych sponsorów, panowie. Miasto niech wspiera, ale liczenie że miasto pociągnie, to błąd. Takie firmy jak elektrownia czy Stora Enso powinny na grubo wjechać z kasą, trzeba na nich wywierać presje.
Refleksja do wywiadu
Plany piękne, ale te wydatki nie koniecznie już. Miasto dołoży jak wygra proces firm , które potraktowało zbyt ulgowo, kiedy tu weszło fińsko-szwedzkie konsorcjum, czy polska Energia, która wspierała Trefl Gdańsk, a miasto Ostrołęka nic nie miała z tego! I tak do tej pory się dzieje. Uciążliwy przemysł, ale dla mieszkańców są gorsi jak sknerus Ma-kwak. Taka prawda. Cóż reszta to drobni ciułacze oszczędzający nie skorzy do sponsorowania, Podsumowując w Ostrołęce w najniższych latach nie ma się co spodziewać 3 ligi. Może na chwilę 4 liga.
Troszyn ma 3 ligę i to wystarczy. Miejscowość mająca 500 mieszkańców stać na 3 ligę a miasta nie. Skąd mają na to? Pan doskonale wie. Nie tylko gmina daje na utrzymanie.
W historii miasta już mieliśmy cwaniaków co od miasta mieli duży budżet ale został zmarnowany potencjał jak i klub.
Liczymy, że pan mając takie koneksje w Warszawie załatwi dla miasta i działalności klubu sponsorów strategicznych do współfinansowania Narwi , siatkówki lub piłki ręcznej.
Ale czy władza klubowa pozwoli zmienić te skostniałe skrutatory zarządzania w Narwi swoimi znajomymi, co nie koniecznie mają predyspozycje do prowadzenia klubu jak i brania odpowiedzialności za wyniki?
Czekamy na poważniejsze zmiany a nie na tekst typu pieniądze z budżetu miasta. Ile razy można tak iść w tą stronę?
Dodaj Komentarz