Dziś przypada 21. rocznica śmierci Arkadiusza Gołasia - wybitnego siatkarza, olimpijczyka i ostrołęczanina, którego tragiczna śmierć wstrząsnęła całym środowiskiem sportowym.
Choć wydawać by się mogło, że o Arku napisano już wszystko, wciąż pojawiają się nowe świadectwa i wspomnienia osób, które miały okazję go poznać. Dowodem na to jest najnowszy wywiad z Raulem Lozano, byłym trenerem reprezentacji Polski, który prowadził kadrę w czasie, gdy w jej składzie występował Gołaś. Rozmowę dla Przeglądu Sportowego Onet przeprowadziła Edyta Kowalczyk.
Lozano, dziś trener reprezentacji Ukrainy, wspominał w rozmowie jedno z ostatnich spotkań z Gołasiem podczas zgrupowania kadry w Spale. Argentyński szkoleniowiec opowiadał, że Arek z dumą pokazywał mu wówczas efekty zwiększonych obciążeń treningowych, mających poprawić jego płynność ruchową podczas skoku – z uśmiechem chwalił się umięśnionymi nogami, żartobliwie nazywając siebie „bestią”. Trener podkreślił, że rozmawiali wtedy głównie po włosku, bo Gołaś miał już za sobą sezon spędzony w Padwie.
Lozano zwrócił uwagę na wyjątkową determinację zawodnika – Gołaś miał być w stanie wykonać każdy zaplanowany trening bez względu na zmęczenie, nawet będąc przeziębionym czy mając gorączkę, i nigdy przy tym nie narzekał, zachowując niezmiennie pogodne usposobienie.
Trener opisał również moment, w którym dowiedział się o tragicznej śmierci swojego zawodnika. Wiadomość dotarła do niego tuż po konferencji prasowej podsumowującej występ reprezentacji w mistrzostwach Europy – kilka godzin przed planowanym lotem powrotnym do Argentyny. Jak wspominał, wiadomość o wypadku i śmierci Gołasia była dla niego szokiem, po którym ugięły się pod nim nogi. Zaznaczył, że w swojej trenerskiej karierze nie doświadczył większej tragedii.
Lozano nie miał wątpliwości, że musi zostać w Polsce na pogrzeb, który – jak podkreślił – był najsmutniejszym i największym pogrzebem, w jakim kiedykolwiek uczestniczył. W ostatniej drodze wybitnego sportowca, ale przede wszystkim wyjątkowego człowieka, wzięły udział tłumy żałobników.

We wrześniu 2005 roku Ostrołęka przeżyła jeden z najsmutniejszych dni w swojej historii. Tysiące ludzi wyszły na ulice, by pożegnać tragicznie zmarłego siatkarza Arkadiusza Gołasia - pierwszego…
Choć od tamtych wydarzeń minęły już 21 lata, pamięć o Arkadiuszu Gołasiu wciąż jest żywa - najlepszym tego dowodem są sami kibice. Tak jak obiecali ponad dwie dekady temu, nigdy o nim nie zapomnieli. Każdego roku, w rocznicę jego śmierci, wracają wspomnienia o wybitnym siatkarzu, olimpijczyku i ostrołęczaninie, który na trwałe zapisał się w historii polskiej siatkówki - nie tylko dzięki sportowym osiągnięciom, ale i niezwykłej osobowości, o której do dziś opowiadają ci, którzy mieli okazję go poznać.
Arkadiusz Gołaś urodził się 10 maja 1981 roku w Przasnyszu, a swoją młodość spędził w Ostrołęce, gdzie w wieku 10 lat rozpoczął przygodę z siatkówką. Wyróżniał się niezwykłym zasięgiem w ataku – sięgającym aż 365 cm. Karierę rozwijał kolejno w Warszawie, Częstochowie oraz we włoskiej Padwie. W 2004 roku wystąpił na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach jako reprezentant Polski. 16 września 2005 roku zginął w wypadku samochodowym w austriackim Griffen, jadąc do nowego klubu we Włoszech – miał zaledwie 24 lata. Uznawany za jednego z najwybitniejszych sportowców w historii Ostrołęki, a jego imię noszą m.in. lokalna akademia siatkarska, hala sportowa oraz doroczny memoriał. Arkadiusz Gołaś ma też w Ostrołęce ulicę swojego imienia.
Zdjęcia do artykułu:
Komentarze
Dodaj Komentarz