Przemysław Zyśk o walce z Piątkiem i planach na przyszłość

Sporty walki 26 sierpnia 2016 Komentarzy

Przemysław Zyśk odniósł drugie zwycięstwo na zawodowym ringu, pokonując jednogłośnie na punkty radomianina Tomasza Piątka. Kilka dni po walce ostrołęczanin podzielił się z naszymi czytelnikami spostrzeżeniami o wygranym przez siebie pojedynku.

Przemysław Zyśk odniósł drugie zwycięstwo na zawodowym ringu, pokonując jednogłośnie na punkty radomianina Tomasza Piątka. Kilka dni po walce ostrołęczanin podzielił się z naszymi czytelnikami spostrzeżeniami o wygranym przez siebie pojedynku.

- Emocje już opadły - mówi Przemysław Zyśk. - Bardzo się cieszę wynikiem i tym, że moja postawa mogła się podobać. Uważam, że pojedynek z Piątkiem trudniejszy niż debiut nie był, aczkolwiek większą presję miałem na sobie, bo ostrzegali mnie ze Tomek będzie dużo trudniejszym rywalem niż Kamil Wybraniec. Do pojedynku podszedłem z chłodną głową,  bardzo zdeterminowany i z jednym celem. Musiałem wygrać tę walkę - opisuje pięściarz z Ostrołęki.

Okazuje się, że Tomasz Piątek przed walką z Przemysławem Zyśkiem miał spore problemy zdrowotne i przystąpił do pojedynku z blokadą w postaci środków przeciwbólowych. Jak się okazuje, wychowanek trenera Mieczysława Mierzejewskiego w ogóle nie wiedział o problemach przeciwnika i po prostu robił swoje, by odnieść kolejne zwycięstwo.

- O kontuzji nic nie wiedziałem, dopiero po walce ktoś coś o tym tłumaczył. Ale nie oszukujmy się, jak się ma kontuzję to z walki się rezygnuje, a nie wychodzi z myślą, że jakoś to będzie. Według mnie to tylko tłumaczenie, bo Tomek po walce podszedł do mnie, pogratulował i powiedział, że zaskoczyłem go swoją postawą i tym, że tak szybko zepchnąłem go do defensywy. Miał nadzieję, że ta walka inaczej się potoczy, ale cóż, styl robi walkę - opisuje Zyśk.

Walka była jednostronna i przebiegała pod dyktando Przemysława Zyśka. Jak cały ten pojedynek wyglądał z punktu widzenia ostrołęckiego pięściarza oraz jakie są plusy i minusy tej walki, oceniając ją "na chłodno" kilka dni po gali w Międzyzdrojach?

- Nie pozwoliłem mu rozwinąć skrzydeł, z rundy na rundę się rozkręcałem. Walka do łatwych nie należała, bo Tomek strasznie ratował się klinczami i nie pozwalał mi ponowić ataku. Strasznie mnie to zbiło z toru, który miałem wyznaczony. Tomek walczył o przetrwanie i zrobił to z pozytywnym skutkiem. Moim zdaniem ogromnym minusem w tej walce była chęć wygrania przez nokaut, właśnie dlatego przeboksowaliśmy całe sześć rund - ocenia.

Jeden z trenerów Zyśka - Łukasz Malinowski - zapowiedział, że ten stoczy jeszcze dwie walki w tym roku, a kolejnej możemy spodziewać się nie wcześniej niż w październiku. Jakie plany na najbliższe miesiące ma sam Przemysław Zyśk i czy jemu samemu podoba się dotychczasowy dobór przeciwników w postaci zdolnych i niepokonanych pięściarzy?

- Teraz tylko ciężka praca i przygotowuję się do kolejnej walki. Mam nadzieję, że w kolejnej walce taki porywczy już nie będę - stwierdza wychowanek ostrołęckiej Victorii. - Podoba mi się jak jestem prowadzony, co prawda to ogromny stres, bo dostaję przeciwników, którzy nie wychodzą tylko po wypłatę, ale i po zwycięstwo. Na szczęście ten stres odpowiednio znoszę. Co będzie dalej? Przekonamy się niebawem - kończy.

Pozostaje tylko dodać: nie możemy się doczekać, co będzie dalej. Czekamy na kolejne walki, o poczynaniach ostrołęckich pięściarzy na zawodowych ringach (mamy przecież jeszcze drugiego - Marka Pietruczuka) przeczytasz w serwisie eOstroleka.pl.

Chcesz być na bieżąco z wynikami i informacjami sportowymi? Polub nas na Facebooku:

SPORTowa Ostrołęka | Wypromuj również swoją stronę

Czytaj również:
Artykuł archiwalny, brak możliwożci komentowania.