Struktura szkolenia młodzieży w Narwi Ostrołęka ma jeden główny cel: doprowadzić lokalnych chłopaków od pierwszych kopnięć piłki aż do gry w seniorskim zespole. O tym, jak dziś wygląda droga młodego piłkarza w Narwi, dlaczego trudno odmówić Legii Warszawa, ale też o cenie, jaką płacą chłopcy wchodzący w dorosłą piłkę, opowiada nam dyrektor sportowy Narwi, Jerzy Engel.
Jak dziś wygląda struktura szkolenia młodzieży w Narwi Ostrołęka? Od tych najmłodszych grup aż po zespół seniorski? Pierwszą bramkę w tym sezonie w V lidze zdobył młody chłopak, 19-letni. Jeżeli dziewiętnastolatek strzela pierwszą bramkę w sezonie i tacy młodzi ludzie tam grają, to znaczy, że kierunek jest pozytywny?
Powiem tak – Ostrołęka w ogóle jest takim regionem, gdzie zawsze te talenty są i zawsze były, i zawsze będą. Bez względu na to, jak Narew funkcjonuje, to nie zmieni tego, że tutaj dzieci lubią grać w piłkę. To jest piłkarski region, mimo że może trochę zaniedbany od strony dużych inwestycji, to jednak tych talentów tu nigdy nie brakowało.
Faktem jest to, że Narew od jakiegoś czasu przyjęła strategię, żeby stawiać na miejscowych chłopaków. Współpracujemy z Legią Warszawa oraz z akademiami, które szkolą na pierwszym etapie małe dzieci – w mieście jest kilka takich akademii. W tej chwili APN i Korona współpracują z Narwią. To znaczy, że tak naprawdę do Narwi dzieci trafiają dopiero w wieku dwunastu lat – trafiają do nas dzieci z APN-u i z Korony, które przekazują całe roczniki w ramach umowy o współpracy między klubami, plus najlepsze dzieci z okolic, czyli pojedyncze dzieci z mniejszych miejscowości i mniejszych klubów, które chcą być w tej elitarnej akademii.
Mamy się czym pochwalić. Oprócz współpracy z Legią, nasze drużyny reprezentują cały region. Nie oszukujmy się – nie jest tak, że jest dużo tych klubów, bo w pewnym wieku po prostu nie jest to opłacalne. Jest bardzo kosztowne. Narew jest tym klubem, który praktycznie reprezentuje cały powiat, jeśli chodzi o starsze roczniki grające w jedenastoosobowej piłce. Jest jeszcze kilka drużyn, które gdzieś to ciągną, ale do pewnego momentu, bo tych dzieci jest coraz mniej, im są starsze - z różnych powodów się wykruszają.
Struktura Narwi wygląda tak, że w wieku dwunastu lat trafiają do nas chłopcy. Na „dzień dobry” mamy trzy drużyny. W zależności od poziomu zaawansowania chłopcy są dostosowywani do tych drużyn, tak żeby każdy miał możliwość grania i rozwoju. Później przechodzą do jedenastoosobowej piłki, gdzie znowu mamy trzy drużyny. Później ta selekcja, ta piramida się zawęża - mamy dwie drużyny, a później już jedną. Tak naprawdę celem jest to, żeby ci chłopcy wszyscy doszli do seniorów.
Oczywiście najlepsi trafiają do Legii Warszawa. Kilku naszych wychowanków trafiło też do innych dużych akademii, klubów ekstraklasowych, w ostatnim roku. Nie jest to moim zdaniem powód do dumy dla nas jako akademii, ponieważ chcielibyśmy, żeby ci chłopcy mieli tu, w Ostrołęce, tak dobre warunki, że nie mieliby potrzeby zmieniać klubu. Ale wiadomo, ciężko jest odmówić Legii Warszawa, tym bardziej że to nasz partner.
Niezależnie od tego, że to partner Narwi, to fakt, ciężko odmówić Legii Warszawa.
Ciężko jest odmówić także innym klubom - Jagiellonia Białystok skautuje naszych zawodników, Lechia Gdańsk, Wisła Płock, Polonia Warszawa, Escola Warszawa. Te wszystkie kluby z tego regionu, z całej ćwiartki Polski, od Pomorza aż po Łódź, bo i SMS Łódź. Naprawdę nasi chłopcy są na celownikach tych klubów i mamy naszych wychowanków w różnych częściach Polski. W Legii Warszawa praktycznie w każdym roczniku gra chłopak z Ostrołęki, więc tak było i raczej tak będzie.
Z drugiej strony chcemy stworzyć takie warunki tym dzieciakom, żeby nie musiały wyjeżdżać. Wyjazd to też duże ryzyko – zmienia się szkołę, zmienia się otoczenie, zmienia się dom. Cała rutyna, dieta, wychowanie z dala od rodziców, trzeba przejść do jakiejś bursy. To dużo problemów, więc my chcemy stworzyć takie warunki tym dzieciakom, które tutaj mamy, żeby ci najlepsi mogli się tak rozwijać, żeby niczego im nie brakowało w Ostrołęce. Mając rezerwy i pierwszy zespół, które stawiają na wychowanków, mamy bardzo szybką ścieżkę do seniora – u nas już piętnasto-, szesnastolatkowie grają w seniorach.
W pierwszym zespole grają zawodnicy bardzo młodzi i większość jest z regionu. Taka jest nasza struktura. My nie szukamy skautingu, żeby sprowadzać zawodników z innych części Polski, bo to w ogóle nie jest nasza filozofia – wręcz przeciwnie.
Ale ten region chyba jest wyskautowany?
Myślę, że powiat ostrołęcki głównie. Mamy też możliwości, żeby chłopcy chodzili do szkoły w Ostrołęce, do technikum, do liceum, i mieszkali w bursach. Więc to nie jest tak, że nie mamy możliwości połączenia edukacji z graniem w Ostrołęce, jeżeli ktoś ma trochę daleko, żeby dojeżdżać codziennie, ale na tyle blisko, żeby to było w zasięgu dojazdu dla rodziców czy przyjaciół, żeby mogli obejrzeć mecze. Chcemy, żeby to tak wyglądało.
Myślę, że nasza struktura jest coraz bardziej profesjonalna. Jest oparta o wzorce z Legii Warszawa i staramy się skoordynować naszą pracę tak, żeby nasi młodzi zawodnicy, kiedy jadą do dużego klubu, żeby wchodzili i niczego im nie brakowało, żeby nie mieli się czego wstydzić, żeby byli gotowi rywalizować. I jak widać, to się sprawdza.
Będziemy otrzymywać trzecią gwiazdkę – to takie wyróżnienie z Legii Warszawa, w miarę rozwoju współpracy. Zaczynaliśmy od jednej gwiazdki, maksymalnie jest pięć, więc można powiedzieć, że jesteśmy coraz bardziej poważnym partnerem Legii, bo dostarczamy im zawodników, a treningi w Legii regularnie odbywa cała grupa naszych chłopców, których Legia obserwuje.
Mówimy tutaj o dwunastolatkach, którzy trafiają do Narwi Ostrołęka. Jaka jest filozofia klubu, jeżeli chodzi o tych młodych chłopców? Rozwój indywidualny jest tu najważniejszy? Bo niektóre drużyny bardziej grają pod wynik.
Na pewno nie da się tego od siebie do końca oddzielić, bo piłka nożna to jest jednak gra, i gra się...
Żeby wygrać.
...gra się, żeby wygrać. I na pewno, kiedy chłopcy wychodzą na mecz, wychodzą po to, żeby wygrać, ale mają swój plan szkoleniowy. Można powiedzieć, że to jest podobnie jak w szkole. Mają pewne tematy, które muszą w czasie roku pokryć, których muszą się nauczyć, żeby niczego nie zaniedbać. Więc nawet jeżeli mają jakąś strategię, która przynosi im wynik, czasami są zmuszeni przez koordynatora szkolenia, żeby odejść od tej strategii i nauczyć się też innych elementów, które może dobrze nie funkcjonują – indywidualnie i zespołowo – właśnie po to, żeby przejść całą akademię. To tak jak dziecko, które jest super z matematyki, ale nie idzie mu z polskiego – to nie znaczy, że ma pozostać na tej matmie i tam brylować, tylko musi ten polski też podciągnąć. Tak samo jest w piłce nożnej.
Bywa tak, że jakiemuś chłopakowi czy całej drużynie dobrze idzie jakiś element i daje jej to sukcesy na poziomie dziecięcym. Ale żeby grać w piłkę na poziomie poważnym, zawodowym, seniorskim, trzeba być wszechstronnym, trzeba potrafić wiele rzeczy, i tę edukację chłopcy u nas dostają. Mają system szkolenia, który powoduje, że nawet nie będąc tego świadomi, trenerzy prowadzący dane roczniki mają obowiązek, żeby wszystkie elementy techniki, przygotowania motorycznego, psychicznego, taktycznego z tymi chłopcami rozwijać. I my ich też analizujemy.
Z roku na rok zwiększa się to indywidualne spojrzenie na te dzieci, ponieważ bardzo trudno jest przewidzieć, którzy z nich będą najlepsi w przyszłości, którzy będą mieli dość determinacji, żeby w ogóle grać w piłkę nożną - bo to jest najtrudniejsze w tym wszystkim.
Od tego roku wprowadzamy kartę zdrowia dziecka. Już od początku tego roku zaczęliśmy badać naszych chłopców w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej. Przekazujemy chłopcom dodatkowe pakiety, gdzie praktycznie wszyscy mają swoją teczkę i swój profil, możliwość pracy z fizjoterapeutą, z rehabilitantem, możliwość poprawiania, korygowania pewnych rzeczy, gdzie na tym etapie jeszcze można poprawić i stopy, i stawy, i mięśnie, kręgosłup – całą masę rzeczy. Badamy naszych zawodników. Wykryliśmy dużo różnych rzeczy, na które nie zwraca uwagi szkoła, albo których mogą być nieświadomi – badamy serce, badamy wzrok, badamy różne elementy potrzebne do tego, żeby się zdrowo rozwijać.
Nasze dzieci w akademii, z roku na rok, z rundy na rundę, mają coraz więcej informacji same o sobie, są coraz bardziej świadome, coraz bardziej świadomi są ich rodzice. I coraz lepiej wygląda nasza współpraca – nie tylko wokół meczu i gry o wynik, tylko rozwoju indywidualnego młodego sportowca i młodego człowieka, bo to są też elementy wychowawcze, na które zwracamy uwagę. Staramy się, żeby nasi trenerzy byli wychowawcami. Bardzo dużo elementów tutaj jest, o których może się nie mówi, ale one cały czas funkcjonują.
Chłopcy w wieku piętnastu, szesnastu lat - w drużynie rezerw Narwi jest ich sporo. Jakie są największe trudności we wprowadzaniu takich młodych chłopców do seniorskiej piłki? Bo oni na boiskach okręgówki nie grają ze swoimi rówieśnikami, tylko często ze starszymi, dobrze zbudowanymi mężczyznami, którzy potrafią trochę podostrzyć.
Są bardzo różne typy chłopaków - są tacy, którzy tak podostrzają, że ci starsi zawodnicy tego nie wytrzymują. Można powiedzieć, że jeżeli dochodzi do walki fizycznej, to wcale nasi chłopcy nie odstają, bo potrafią zabiegać tych starszych zawodników. Ale zgadza się, że są też tacy późno dojrzewający, dla których taka walka fizyczna - ze względu na jeszcze rozwój fizyczny, a nawet psychiczny, na to, jak wygląda walka z mężczyzną na boisku dla dziecka - jest trudna, bo czasami piętnasto-, szesnastolatek nie jest jeszcze mężczyzną, tylko jest jeszcze chłopcem. Nie wszyscy są na tym samym poziomie rozwoju biologicznego. Oczywiście zwracamy na to uwagę.
Jest to trudne, ponieważ chłopcy, którzy są najlepsi w swoich rocznikach i zawsze w swoim roczniku grają, kiedy trafiają do rezerw, nagle trafiają do drużyny, w której jest kilka roczników, do ligi, w której grają już mężczyźni z dużej grupy wiekowej, dużego przekroju. Więc oni już nie grają tylko przeciwko rówieśnikom. I nagle chłopiec, który przez kolejnych kilka lat czuł się bardzo pewnie, że jest podstawowym zawodnikiem na swojej pozycji w swoim roczniku, trafia do rezerw i nagle zostaje rezerwowym, bo tam jest chłopiec rok czy dwa lata starszy na tej samej pozycji, który już tam jest. To nie jest tak, że on go z automatu wygryzie ze składu.
Więc tu jest pierwszy problem psychiczny - żeby pogodzić się z tym, że teraz przychodzi taka proza życia sportowego. Trzeba rywalizować o swoje, bo to nie jest sport indywidualny, nie ma gwarancji występu. Można cały tydzień trenować i nie zagrać w meczu. To jest bardzo trudne, do tego trzeba się przyzwyczaić. Nie każdy tę presję wytrzymuje. Ważne jest wsparcie rodziców, a nie negatywna presja.
Po drugie, kiedy zaczyna się trenować już w seniorach, to trzeba podjąć rzeczowe decyzje, bo to już nie jest zabawa. Zespół musi na tobie polegać. Nie może być tak, że ktoś się nie pojawi na meczu, bo jedzie do cioci na imieniny albo na wakacje. Niestety, jeżeli ktoś chce grać w piłkę, to jest ten moment, w którym musi podjąć decyzję, że będzie grał w piłkę nożną. To znaczy, że jest na każdym treningu, że każdy mecz w każdy weekend prawie. Tych wolnych weekendów w roku wcale nie ma wiele - kilka latem, kilka zimą i koniec. Wszystkie inne to mecz.
Może ktoś sobie z tego nie zdawał sprawy, w juniorach to przechodziło niezauważone - jak dziecko z rodzicami gdzieś pojechało i go nie było, trener mógł co najwyżej krzywo spojrzeć. Ale kiedy chłopcy są starsi, to zaczyna być wybór między nauką a grą, między pracą a grą, między przyjaciółmi a grą. I ci najbardziej wytrwali grają w piłkę najczęściej.
Bardzo rzadko się zdarza, nawet na poziomie topowych akademii, że ci najlepsi w wieku ośmiu, dziewięciu, dwunastu lat to są ci najlepsi w wieku seniorskim. Ci, którzy są najlepsi w wieku seniorskim, to najczęściej ci, którzy mają największą determinację, wytrwałość, zdrowie i taką asertywność - umiejętność postawienia wszystkiego na jedną kartę. Bo to jest życie sportowca, to są wyrzeczenia. I tutaj jest ten moment, w którym się z tym zderzają po raz pierwszy.
Ciężkie wybory.
To są poważne sprawy i tak naprawdę też poważna finansowa sprawa. My jako Narew Ostrołęka gramy na poziomie mazowieckim. Paradoksalnie to wcale nie jest niski poziom, bo piłka nożna to jest bardzo duża rywalizacja – prawie każda miejscowość ma drużynę albo kilka. Ale to nie jest jeszcze zawodowy sport, więc trzeba podejmować wybory – czasami praca się zaczyna, trzeba się utrzymać. Z samego grania w piłkę nożną na tym poziomie się nie da rady utrzymać. Więc i ta nauka, i praca, i przyjaciele, i rodzina. To jest tutaj największe wyzwanie - wcale nie ta fizyczność.
Ta fizyczność dotyczy kilku chłopców, którzy są późno dojrzewający – zdarza się, że ktoś ma piętnaście, szesnaście lat, jest trochę chudy, nawet osiemnaście jeszcze jest chudy, i go trochę przepychają. Ale to nie jest największy problem.
Mamy dzieciaka, który teraz ma piętnaście lat i bardzo dobrze sobie radzi. Mamy kilku piętnastolatków, którzy już grają w rezerwach - oni nie grają tam dlatego, że są fizycznie najmocniejsi w swoim roczniku. Nie - problem zaczyna się dla tych chłopców, którzy zdają sobie sprawę po raz pierwszy, co to znaczy grać w piłkę nożną na poważnie.
Przez ten ostatni rok sporo się tu zmieniło. Co jeszcze się zmieni? Czy są już jakieś plany odnośnie dalszego ulepszania struktury szkolenia młodzieży? Jakie to plany i jaki jest cel?
Celem i sposobem naszej pracy jest indywidualizacja. Bardziej skupiamy się na tym, żeby każde dziecko rozwijało się według swojego planu, żeby to nie był plan trenera i drużyny na zdobywanie jakichś wyników, tylko każde oddzielnie. Jeżeli w drużynie jest trzydziestu zawodników, to trzydziestu ma cel i ma plan. Na to zwracamy dużą uwagę.
Nie chcę o wszystkim mówić, bo to są rzeczy, które robimy, ale na pewno w tym roku będziemy chcieli wprowadzić elementy wychowawcze do naszej akademii, ponieważ wychowujemy też młodych ludzi, nie tylko sportowców. Podpisaliśmy umowę ze specjalistką – nie chcę za dużo o tym mówić, ale będą zajęcia dla chłopców z zakresu czysto wychowawczego, profilaktycznego, żeby troszeczkę szerzej spojrzeli na pewne sprawy.
Środowisko sportowe ma swoją specyfikę i dobrze jest być do tego przygotowanym żeby profesjonalnie i dobrze się prowadzić, dobrze wychować, dobre wybory w życiu podejmować. Nasz pierwszy zespół jest takim wzorem - myślę, że idzie w takim kierunku. Jeżeli ktoś obserwuje z bliska pierwszy zespół, w jaki sposób ten zespół się zmienia. Myślę, że to jest zawsze wizytówka klubu. Jeżeli tak wygląda pierwszy zespół, to ci następni takim efektem domina idą w tym kierunku. Nasz pierwszy zespół to jest młody zespół, ambitny zespół, uśmiechnięty, pozytywny, który daje dobry przykład.
I chcemy iść tym tropem, ale chcemy, żeby wszechstronnie się rozwijali nasi chłopcy. Mam kilka planów, których jeszcze nie zdążyłem nawet zakomunikować wszystkim, więc nie chciałbym wychodzić przed szereg i mówić o nich wszystkich. Ale całkiem dużo się dzieje, jeżeli chodzi o naszą akademię. Mamy bardzo fajnych trenerów, którzy wykonują bardzo dobrą pracę z grupami młodzieżowymi, więc myślę, że możemy z optymizmem patrzeć w przyszłość.
Oczywiście nie wszyscy chłopcy grają w piłkę po to, żeby zrobić zawodową karierę. Dla wielu z nich jest to przygoda, która przygotowuje ich do życia, do tego, żeby się zdrowo wychować, fajnie spędzać czas, bo uwielbiają tę grę, nauczyć się grać w piłkę nożną. Nawet jeżeli nie będą grali zawodowo, nawet w seniorach, to myślę, że gra w piłkę dużo uczy - i kwestii zdrowia, i rywalizacji, współpracy, dyscypliny, przestrzegania zasad, jakiejś odpowiedzialności, systematyczności. W przeciwieństwie do chodzenia do szkoły, które też uczy i edukuje, ta piłka nożna nie jest obowiązkiem, to jest już wybór.
W Stanach Zjednoczonych jest to bardzo popularne – jak ktoś nie gra w futbol amerykański, który jest tam na topie, to ma małe szanse nawet na bycie jakimś tam burmistrzem czy prezydentem, bo musi mieć to w swoim CV - bo to świadczy o tym, że jest w stanie wytrzymać dyscyplinę, współpracę, być elementem zespołu, podporządkowywać się poleceniom trenerów. To są takie próby dzielności dla młodych ludzi. Uważam, że to fantastyczna sprawa i w dzisiejszych czasach polecam wszystkim taką ścieżkę. Myślę, że jak się zapisze swoje dziecko na piłkę nożną jako małego chłopaka, to się tego raczej nigdy nie żałuje.
Świadczy o tym ta masa, jaką my mamy w tej chwili. Mówiliśmy o tych dwunastolatkach - tam mamy po kilkudziesięciu chłopców w roczniku. To są ogromne ilości chłopaków, którzy się starają - to już jest wyselekcjonowana grupa, więc mówimy o chłopakach poważnie trenujących. W dwunastolatkach mamy trzy drużyny, które grają w rozgrywkach ligowych, tak samo w trzynastolatkach, tak samo w czternastolatkach. Jest ich bardzo dużo i tutaj rosną rzesze fajnych chłopaków. Z każdego rocznika prawdą jest też, że będzie grało kilku, bo taka jest statystyka - tyle jest miejsc. Ale wszyscy będą mieli na pewno fajne wychowanie, fajną przygodę i fajną podstawę do tego, żeby za cokolwiek się w życiu nie wezmą, byli do tego przygotowani.
Jak najlepiej inwestować w młodzież? Widzimy tuż obok, że przebudowuje się stadion…
Miasto Ostrołęka zainwestowało w infrastrukturę. To jest pierwszy sygnał, że ci chłopcy w niedalekiej przyszłości będą mieli tutaj podstawy do tego, żeby ten sport zawodowy tutaj, w Ostrołęce, osiągnąć. Tylko że w ślad za inwestycjami w infrastrukturę muszą iść też inwestycje w struktury sportowe, w kluby sportowe i w tych młodych sportowców. Mamy dużą nadzieję na to, że tak będzie. Myślę, że musi tak być, bo to już zbyt poważna inwestycja, żeby nie było za tym planu, który zagwarantuje, że ten sport będzie się tutaj rozwijał. Myślę, że te dzieciaki, które dzisiaj u nas mają dwanaście, trzynaście, czternaście lat, doczekają tego - będą mieli fajne obiekty i mam nadzieję, że fajnie zorganizowane struktury sportowe, kluby sportowe.
My, Narew, jako wiodący klub piłki nożnej i największy klub w regionie, marzymy o tym, żeby tak było, bo jest tutaj bardzo duża grupa ludzi, która o niczym innym nie marzy, tylko o tym, żeby mogła normalnie, profesjonalnie pracować w profesjonalnym sportowym klubie – tak jak to dzisiaj już w Polsce się odbywa w większości miast tej wielkości. Naprawdę niczego nam w Ostrołęce nie brakuje. Jesteśmy na dobrej drodze. Dlatego tak ubolewam, jak odchodzą ci najlepsi, bo wiem, że coś tracimy, co za kilka lat mogłoby nam przynosić dużo radości na stadionie.
Ale okej, takie życie. Możemy to odwrócić - przyszedł na przykład Radek Zyśk, nasz napastnik, poszedł do Jagiellonii...
I wrócił!
...i wrócił.
Strzela bramki w pierwszej drużynie, kibice się cieszą…
Dokładnie tak. Zebrał trochę doświadczenia, więc na dzień dzisiejszy to nie jest jeszcze najgorszy kierunek, żeby gdzieś iść i zbierać doświadczenie, pod warunkiem, że ci chłopcy się nie zniechęcą, nie zrażą, bo to jednak nie jest łatwe. Radka też trzeba było trochę odbudować, bo jak trafił do nas, nie był entuzjastycznie nastawiony do życia, ponieważ jego plany i marzenia gdzieś tam legły w gruzach. Tąpnęło wszystko - już był w Ekstraklasie, a tu nagle spadek do trzeciej ligi, do czwartej ligi.
To nie jest takie proste dla młodego człowieka, żeby to wszystko przekalkulować. Takie odejście do dużego klubu jak Legia czy Jagiellonia w wieku dziecięcym to też stawianie sobie bardzo wysokiej poprzeczki w życiu prywatnym – swoje cele, cele najbliższych, otoczenia. Ciężko się później pogodzić z tym, że nie będzie się grało w Legii czy w Jagiellonii, tylko na przykład w trzeciej lidze albo jeszcze niżej.
To jest coś trudnego psychicznie. Czasami lepiej jest z dołu przebijać się do góry, niż spadać z góry i jednak się nie poddawać. Robert Lewandowski to jest taki ewenement, który gdzieś tam spadał i się odbił z powrotem. Ale większość chłopaków po tym, jak wypadają z tych dużych akademii, ma trudno się odnaleźć, bo jest trudno o lepsze warunki do pracy, o większą motywację. Jeżeli jeden chłopak trafia do drugiej ligi jako dwudziestolatek, ale przebijając się przez czwartą, trzecią do drugiej, to jest w siódmym niebie. A jeżeli trafia do drugiej ligi, spadając z Ekstraklasy do pierwszej, do drugiej – to dokładnie ten sam poziom zawodnika, tylko załamany, bo spada.
Jeżeli się prześledzi kariery najlepszych zawodników - naszych w Polsce, ale też za granicą - to bardzo często właśnie przez takie kluby jak Narew przebijają się chłopaki, pokazują charakter i przebijając się w górę, osiągają swoje cele w wieku dwudziestu, trzydziestu lat, bo tak się teraz w piłkę gra - to się bardzo wydłuża. Więc nikomu nic nie ucieka, jak ma dwanaście, czternaście, szesnaście lat - jeszcze długa droga przed nim. A my tutaj, w Narwi, na pewno stwarzamy takim młodym ludziom możliwości, żeby się rozwijali.
Tak jak powiedziałem na wstępie, ważne, żeby miasto dalej ciągnęło ten kierunek, który w tym roku się zapoczątkował, czyli inwestowanie w sport, bo to jest gra warta świeczki. Mamy setki młodych sportowców w mieście, i inwestowanie w tych ludzi to jest inwestowanie w miasto. Inwestowanie w przyszłość tego miasta – nie tylko tych sportowców, ale w to, żeby ci najlepsi ludzie tutaj zostawali, żeby rozwijali to miasto, promowali je przez sport, ale nie tylko – żeby się rozwijali. Bo jak się traci najlepsze jednostki, to później ciężko się odbudować. A tak to w tej chwili wygląda nie tylko u nas – rozmawiam z siatkarzami, z piłkarzami ręcznymi, oni też tracą najlepsze jednostki. Na tę chwilę nie jesteśmy jeszcze konkurencyjni w stosunku do większych miast...
Jeszcze!
Jeszcze - w stosunku do większych miast, ale tak, chcemy być! Bo gdybyśmy nie chcieli być, to moglibyśmy się spakować i dać sobie z tym wszystkim spokój.
Komentarze
Kibic
A to tylko wyniki mają znaczenie? Nie raz z drużyny która wygrała mistrzowi CLJ mało kto gra w profesjonalnym futobu, a wychodzi na to że powinni wszyscy jak są mistrzami Polski. Od lat PZPN walczy z tym, bo rodzice tylko patrzą na wyniki a nie na indywidualny rozwój, bo jak widać niecały procent dzieciaków z danego rocznika gra w zawodowym futbolu.
Zbigniew Batory
Fabryka czego? O jakich talentach mowa? O tym jak profesjonalnie i fantastycznie funkcjonującą akademią jest Akademia Klubu Narew, świadczą wyniki drużyn młodzieżowych większości roczników. Drużyna, której uda się wygrać Ligę Okręgową i awansować do Ekstraligi jest w niej skazana na pożarcie i spada z ligi w trybie natychmiastowym. Mecze przegrywane po 7:0, 8:0, 9:0 są na porządku dziennym, a i w ligach wojewódzkich o utrzymanie niełatwo. AP Ciechanów potrafi przyjechać i wygrać 4:0. Panu Dyrektorowi sugerowałbym kubeł zimnej wody i znalezienie przyczyny niepowodzeń, a nie rozpowiadanie utopijnej opowieści o fabryce talentów. Nie umniejszając, zawodnicy, którym uda się jakkolwiek "przebić", zderzają się ze ścianą w poważniejszych markach, chociażby takich jak Jagiellonia. Jednakże jak może być inaczej, jeżeli szkoleniem młodzieży w Akademii zajmują się trenerzy od siedmiu boleści pokroju Pana MS., który na treningach oraz meczach ma w zwyczaju wyżywać się na dzieciach, okazując swoją frustrację i desperację krzykiem. W dodatku potrafi nawyzywać sędziego, jeżeli mecz nieukłada się po jego myśli. Dużo gorszy w tym aspekcie nie jest pan MR. Zatem, czego tacy "trenerzy" mogą nauczyć dzieci? Pan Dyrektor niech sam na to pytanie sobie odpowie, ale podpowiem, że niczego pozytywnego. Pan Dyrektor opowiada o Adamie Małyszu, jednakże w rzeczywistości widzimy Roberta Mateję ;). Podsumowując, do fabryki talentów w ostrołęckiej Narwi to jak z Ostrołęki do Paryża. Pozdrawiam serdecznie.
pozdro
Samo przebicie się młodego Polaka do podstawowego składu w Ekstraklasie nie jest dziś takie oczywiste xd wola sciagac szrot z balkanow niz postawic na polaka rodaka
Gościu
Gość albo pijany albo AI mu te odpowiedzi pisało
Skaut
A gdzie są Ci wychowankowie Narwi grający w ekstraklasie?
Ja wiem o kilku chłopakach z regionu, ale oni nie byli w Narwi, odeszli do dobrych szkółek w młodszym wieku.
Gość
piękna teoria
Dodaj Komentarz